Taniec z Duszą

Do tanga trzeba dwojga…powiadają.

A kogo poprosić do tańca w rozwoju osobistym jak nie własną Duszę?

Materialny, konkretny, stężony człowiek i ….

Ulotna, delikatna, subtelna Dusza.

 

Pozornie kiepski duet. Słoń i porcelana.

 

Partner prosi partnerkę…

I zaczyna się dopasowywanie, układanie, wzajemne wyczuwanie ruchów…

Jak bokser z baletnicą.

 

Tu się obijesz, tam nastąpisz na stopę, wpadniecie na inną parę.

Trzymasz mocno ramę, w końcu to Ty zaprosiłeś Ją do wspólnej zabawy.

 

Ale Dusza wie i widzi więcej…tańczy tak, aby człowiek poczuł, zrozumiał. Nie odpuści.

Poprosiłeś o taniec, więc sumiennie będzie uczyć Cię jak CZUĆ subtelność, lekkość, piękno.

 

Taki to koślawy taniec – uczenie się siebie na nowo.

 

I powoli ciężar odpada, kolejne warstwy skorupy rozpuszczają się, blokujące Cię kody znikają.

Zamykasz oczy i czujesz…

Odpuszczasz kontrolę, poddajesz się prowadzeniu, na głębokim poziomie uznajesz, że to Ona właśnie ma Cię prowadzić, że Jej warto ufać tak naprawdę!

Błogość. Lekkość. Magia życia.

 

I z czułością patrzysz na początki swojego tańca,

i z wdzięcznością dziękujesz sobie za odwagę!

 

Serdeczności,

Agata

 

Powrót do wszystkich wpisów:

#